Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/488

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Na ciemnej skroni rozwiane od wichru.
Zapewne według wyglądu pokrewną
Odżywia strawą swój żywot znędzniały,
A ja przeklęty zbyt późno to widzę
       1265 I klnę, iż niema gorszego wśród ludzi,
Żem cię nie żywił; słysz o tem z ust moich.
Lecz Łaska dzierży razem z Zeusem trony
Nad wszemi sprawy, a niechby przy tobie,
Ojcze, stanęła! Dla błędów przeszłości
       1270 Są bowiem leki, wzmożenia już niema.
Co milczysz?
Rzeknij, o ojcze, nie zwracaj ty twarzy,
Czyż nie odpowiesz, lecz z wzgardą odeślesz
Precz mnie stąd, niemy, ni gniewu nie jawiąc.
       1275 O męża tego wy dzieci, cne siostry,
Choć wy spróbujcie rodzica poruszyć
Te niedostępne, niewzruszone usta,
By mnie w pogardzie, mnie bogów pielgrzyma
Tak nie odesłał, nie wyrzekłszy słowa.

ANTYGONA.

       1280 Mów, o nieszczęsny, dlaczegoś tu przybył?
Bo często przecie obfitsze wyrazy
Budzące radość, czy wstręt, czy współczucie,
Nawet z niemownych wywołały mowę.

POLYNEIKES.

Więc powiem — radzisz ty bowiem mi słusznie —
       1285 Wezwawszy tego wprzód boga pomocy,
Którego ołtarz mi książę tej ziemi
Opuścić kazał, bym rzekł co należy,
Sam słów wysłuchał i odszedł w spokoju.
Chciałbym więc, ludzie, to od was uzyskać