Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/483

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ani żeś z nimi wprzód mówił, nie ze mną,
Bo to mnie w niczem obrazić nie może!
Przecież nie w słowach szukamy wawrzynów,
By życie świetnie, lecz raczej wśród czynów.
       1145 Masz dowód: com ci zaprzysiągł, o starcze,
W tem cię nie zwiodłem. Bom stawił tu dziewy
Twoje przy życiu i groźbą nietknięte;
A jak bój przebiegł, na cóż się przechwalać
Próżno, gdy od nich sam dowiesz się o tem,
       1150 Lecz rozważ w myśli pogłoskę, co doszła
Mnie, gdym tu kroczył; na słowa rzecz drobna,
Lecz mimo tego uwagi twej godna,
A lekko ważyć nie trza żadnej sprawy.

EDYP.

Cóż znowu? Synu Aigeusa, wręcz powiedz;
       1155 O niczem nie wiem, co tobie wiadomem.

TEZEUSZ.

Mąż jakiś, mówią, co nie jest twym ziomkiem,
Lecz krewnym twoim, rzucił się i siedzi
Na Posejdona ołtarzu, przy którym
Niosłem ofiary, nim tutaj przybyłem.

EDYP.

       1160 Skąd on pochodzi? cóż chce tam wysiedzieć?

TEZEUSZ.

Wiem tylko tyle, chce z tobą, jak mówią,
Bez uprzykrzania słów kilka zamienić.

EDYP.

O czem? To miejsce słów błahych nie wróży.