Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/474

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       900 Niechając, cwałem się puścił, gdzie społem
Dwoiste szlaki zbiegają się z sobą,
Żeby snać dziewki nie znikły, a ze mnie
Gość mój nie szydził, żem uległ przemocy.
Spiesz, jako mówię, co prędzej! A tego
       905 Gdybym tu w gniewie, którego on godny,
Przybył, z rąk moich nie puściłbym cało.
Teraz zaś prawa, które wniósł tu z sobą,
Te, a nie innne do niego przymierzę.
Więc ty nie wyjdziesz z tej ziemi, dopóki
       910 Żywcem tej dwójki nie stawisz przedemną.
Boś ty niegodnie wobec mnie postąpił,
Tych, co się rodzą i wobec twej ziemi,
Ty, co wstępując w kraj, co praw przestrzega,
I nic bez prawa nie pocznie, nie bacząc
       915 Ziemi zakonów, wtargnąwszy tu gwałtem,
Co chcesz, uwodzisz i siłą zajmujesz.
Chybaś ty mniemał, że gród ten bezludny,
Spodlony, chybaś mnie za nic ty ważył.
A przecież Teby nie byłyć złym mistrzem.
       920 Bo żywić mężów nie zwykły nieprawych,
Aniby ciebie chwaliły, to słysząc,
Żeś mnie i bogów ograbił i gwałtem
Uwiódł stąd biednych, żebrzących schronienia.
O! ja nie byłbym, wstępując w twą ziemię,
       925 Choćbym i wszelkie miał prawo za sobą,
Bez wiedzy księcia, kimkolwiek on, z kraju
Brał ni porywał niczego, wciąż pomny,
Jak gość wśród obcych się sprawiać powinien.
Ty zaś ojczyźnie, co tego niegodna,
       930 Hańbę przynosisz, a lat twoich pełnia
Wątli twe ciało i wątli twój rozum.