Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/466

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       785 Lecz, by pod ręką mnie trzymać, a miasto
Twoje zasłonić od gromu z tej ziemi.
To nie twym działem, lecz działem twym będzie,
Że mój duch mściciel w twym kraju osiędzie,
A działem synów, iż ziemi mej tyle
       790 Zajmą, co starczy, by legli w mogile.
Czyż ja nie lepiej o Teby się troskam?
Lepiej od ciebie, bo świecą mi słowa
Feba i Zeusa, co ojcem tamtemu.
Ty zaś z podstępną przyszedłeś tu gębą,
       795 Pełną wybiegów, lecz raczej z mów twoich
Szkody odniesiesz, niż jakie korzyści.
Lecz nie przekonam ja ciebie, więc bywaj!
A nas tu zostaw, bo przecież niedoli
W tem nie zaznamy, co z naszej jest woli.

KREON.

       800 Czy ty więc sądzisz, że z twego oporu
Większa mnie szkoda wyniknie, niż tobie?

EDYP.

Mnie będzie dobrze, jeśli ty nie zdołasz
Ni mnie, ni tamtych w pobliżu przekonać.

KREON.

Nieszczęsny, ani z latami rozumu
       805 Ci nie przybyło, lecz hańbisz twą starość.

EDYP.

Tęgiś ty w słowie; nie ten sprawiedliwy,
Kto piękne słówka o wszej rzeczy składa.

KREON.

Czem innem wiele, czem innem rzec trafnie.