Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/463

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Sinej oliwki synowróże drzewa.
A czy kto stary, czyli też młodzieńcem,
Nie podniesie na nie dłoni.
Bo Zeus obrońca ich strzeże z wysoka
I Atena sinooka
Wraz z nim je ochroni.

Ziemię mą w przedniej ja pieśni i innej
Uczczę i ciebie, o wielki ty boże,
Ty, któremu gród ten winny,
Że koń ma służy i morze.
Synu Kronosa, władco Posejdonie,
Tyś to przysporzył tej chwały,
Że na tych drogach rozbujałe konie
Najpierw wędzidła zaznały.
A łodzie mkną tu wśród głębi mórz srogich
Zręczną kierowane dłonią
I, prąc fale, wraz stunogich
Rój Nereid gonią.

ANTYGONA.

       720 Ty ziemio, hołdem wielbiona rozlicznym!
Czas teraz stwierdzić te świetne pochwały.

EDYP.

Cóż tam nowego o dziecię?

ANTYGONA.

Nadchodzi,
Ojcze, tu Kreon a nie brak mu pocztu.

EDYP.

O dobry starcze, niech od was mi tutaj
       725 Kres wyzwolenia zaświta nareszcie.