Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/462

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


CHÓR.

       668—694 W ziemi, co z rumaków słynie,
Do przedniegoś zaszedł skłonu
Lśniących skał Kolonu.
Słowik w liścia tu gęstwinie
Nuci swój żałosny śpiew,
W ciemne bluszcze się zanurzy,
W świętych gajów bujny krzew,
Kędy słońca wichru burzy
Nie sięgają groty.
Dionys tam rączymi zwroty
Mknie wśród niewiast korowodu,
Co niańczyły mu za młodu.

Przez niebieskie dżdże wilżony
Narcyz ciągle tu się wdzięczy
I od wieków w kraśne dzwony
Wielkich bogiń skronie wieńczy,
Szafran łyska złotem w dal.
Nie schnie źródło, sen nie zmoże
Kefisosu błędnych fal,
Łan on żyźni o wszej porze
I nad wielkiem ziemi łonem
Sączy jego ciecz obfita;
Kocha ziemię tę z Muz gronem
Złotopęta Afrodyta.

       695—719 Ni w Azyjskiej gdzieś krainie,
Ani Dorów wśród dzierżawy,
Nie zasłyszysz o roślinie,
Która sama, bez uprawy,
Rośnie, wrogom grozę wlewa.
Lecz tę ziemię splotły wieńcem