Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/363

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Straszną zdjętego chorobą nowy wciąż trud woła,
O jakżeż on, jakże przetrzymać to zdoła!
Bogów dłonie, nieszczęsne śmiertelników domy,
Co się wzniosły nad poziomy!

Bo tego, co się przednim może rodem chwalił,
Godnością nie szedł za nikim,
Teraz żywego los srogi powalił
Samotnym zrobił, nędznikiem.
Więc ze zwierzem pstrym, szczecistym dzieli on tę ziemię
I wśród tego gnębi męża ból i głodu brzemię,
A gdy się cierpiąc użali,
Szemrzące jeno echo wtórzy jękom z dali.

NEOPTOLEMOS.

Żadnego dziwu to we mnie nie budzi,
Bo jeśli sądzić śmiem, sprawiły bogi,
Że on od dawna wśród cierpień się trudzi
I Chrysy dopust to srogiej.
A jeśli teraz bez ulgi boleje,
Znowu bóg jakiś nań zesłał te klęski,
Aby nie pierwej na Troi wierzeje
Boży łuk zmierzył zwycięski,
Aż czas się spełni i wyrok ów stały,
Że gród jego zmogą strzały.

CHÓR.

       201—218 Cicho, o synu!

NEOPTOLEMOS.

Cóż znów?

CHÓR.

Zabrzmiał jar
By jękiem męża, co bólem dręczony,