Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       730 Na łeb się zderzą z Barcejskim zaprzęgiem.
Potem już jeden najeżdżał drugiego
I sam się walił — a Kryzejskie pole
Pełnem wnet było i trzasku i złomów.
Widząc to zręczny w wyścigu Ateńczyk
       735 Skręca w bok toru i mimo zostawi
Wir koni, wozów skłębionych w pośrodku; —
Ostatni jechał, wstrzymując rumaki
Orest, szczędzący na dojazd ich siły.
Kiedy więc widzi, że tamten pozostał
       740 Jeden na torze, batogiem po uszach
Świśnie źrebakom. Zrównawszy tak wozy
Gnali, a pędząc to jeden to drugi
Naprzód się w biegu wysuwał o głowę.
I z innych zwrotów wyszedłszy tak cało
       745 Na całym wozie stał śmiało nieszczęsny.
Wtem lewe lejce zbytecznie puściwszy
Przy zwrocie konia uderzy w słup z kraja
I kolną piastę strzaskawszy przez poły
Wali się z siedzeń i plącze wśród węzłów
       750 Ciętych rzemieni; wraz z jego upadkiem
Konie na środek rzucają się ślepo.
Zoczywszy jego nieszczęsne potknięcie
Tłum nad młodzieńcem litośnie zapłakał,
Że tak począwszy zakończył tak marnie,
       755 Wleczon po ziemi, to znowu ramiona
Ku niebu wznosząc; aż wreszcie woźnice
Ledwie ująwszy zbiegane rumaki
Krwią zbroczonego zwolnili, że z blizkich
Niktby nieszczęsnej nie poznał postaci.
       760 Więc go spalili i w miedzi maleńkiej
Wielkie to ciało w proch nędzny rozpadłe