Strona:PL Sofoklesa Tragedye (Morawski).djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


       25 Bo jako rumak szlachetny, w złej chwili
Pomimo wieku, nie pada na duchu,
Lecz kark podniesie, ty również podniety
Nie skąpiąc w pierwszym zstępujesz szeregu.
A więc wyjawię ci moje zamysły,
       30 Ty zaś słuchając uważnie słów moich
Gdy w czem pobłądzę, nie poskąp mi rady.
Kiedym więc stanął przed Pytyi wyrocznią,
By się wywiedzieć, jakim to sposobem
Pomściłbym mego rodzica morderców,
       35 To rzekł Apollo, co zaraz usłyszysz:
Że sam bez tarczy i zbrojnych zastępów
Podstępem słusznej dokonać mam kaźni.
Że więc tak bóstwo do nas przemówiło,
Ty, skoro tylko nadarzy się pora,
       40 Wejdź tam do wnętrza i zbadaj co czynią,
Byś nam dokładną dał o tem wiadomość.
Wiek i czas długi nie dadzą cię poznać,
A siwe włosy podejrzeń nie wzbudzą.
Powiesz im tedy, że zdala przybywasz
       45 Od Fanoteusa, człowieka z Focydy;
Który jest z nimi przymierzem związany.
Rzeknij, przysięgą stwierdzając twe słowa,
Że Orest poległ za losu dopustem,
Skoro wśród igrzysk pytyjskich się zwalił
       50 Z wartkiego wozu. Tak niechaj brzmi mowa.
My zaś grób ojca — jak to przykazano —
Ofiarnym płynem i włosów kędziorem
Uwieńczym, potem zaś tutaj wrócimy,
W ręku dźwigając miedzianą tę urnę,
       55 Która — jak wiesz to — ukryta wśród krzewów,
By w zmyślnej mowie wygłosić im chytrze