Strona:PL Sebastyana Grabowieckiego Rymy duchowne.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Miłoć, Panie, sna, kto cię z serca wzywa,

10 
Miło człowieku, gdy wysłuchasz, bywa,

Usta wołają, źrenica łzę toczy,
Wżdy miłosierdzia nie widzą me oczy.

Podobno grzesznych nie wysłuchasz, Panie;
Co jeśli tak jest, toć próżne ufanie

15 
Człowiek ma w tobie. Lecz ja chcę dni swoje

Kończyć ufając w miłosierdzie twoje.



LXIX.

Panie Boże mojego zbawienia, ku tobie
We dnie wołam i w nocy wznoszę oczy obie;
Niech przed cię prośba wnidzie, przyjmi z łzą wzdychanie,
Nakłoń ucha swojego na rzewne wołanie.

Bo dusza moja zewsząd złem jest napełniona,

A na żywot piekielna szczeka otworzona,
Policzonym z orszaki, co w otchłań zstępują,
Co w śmierci, bez ratunku, wolnymi się czują.

Jak zranieni, którycheś zaniedbał, w grobie,

10 
Od ręki twej zagnani, toż i ja znam w sobie.

Wepchnionym jest w co głębsze jezioro i w cienie
Albo w mieśca, do których zajęte śmierć żenie.

Nademną twoje gniewy srogie zgromadzone
I wszelkie nawałności z strachem obrócone.

15 
Oddaliłeś znajome, stałem się im brzydki,

Wydanym bez występku, strapion nieużytki.

Cały dzień wołam, Panie, ręce wznoszę k tobie;
Czyli dziwy czynić chcesz tym, co leżą w grobie,
Czyli wskrzesić lekarz ma, coby cię sławili?

20 
W grobiech twa dobroć tajna, w piekle ją wzgardzili.