Strona:PL Schulz - Sanatorium pod klepsydrą.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozwiązłego stąpania na tych wymyślnych obcasach? Jakże mógłbym cię pozostawić pod władzą tego symbolu. Broń Boże, bym to miał uczynić...
Mówiąc to wsuwał wprawnymi ruchami pantofelki, suknię, korale Adeli w zanadrze.
— Co robisz, Szloma? — rzekłem w osłupieniu.
Ale on szybko oddalał się ku drzwiom, utykając lekko w siwych przykrótkich, kraciastych spodniach. W drzwiach odwrócił raz jeszcze szarą, całkiem niewyraźną twarz i podniósł rękę do ust ruchem uspokajającym. Już był za drzwiami.