Strona:PL Sacher-Masoch - Wenus w futrze.pdf/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Dziś już nie, wolimy sami odegrać niektóre sceny. Mam właśnie dziś schadzkę w Cascino, a pan, panie Sewerynie, będziesz mi towarzyszył.
— A może pan nie zechce?
— Pani rozkazuje...
— Nie rozkazuję, lecz proszę — rzekła tak tkliwie i z takim wdziękiem, że sam szatan nie mógłby się jej oprzeć, poczem wstała i położyła ręce na moich ramionach. — Ach te oczy, te oczy, nie uwierzysz Sewerynie, jak bezgranicznie cię kocham...
— O, tak — odparłem szorstko — pani kocha mię tak ogromnie, że aż innemu schadzkę wyznacza...
— Czynię to jednak w tym tylko celu, aby ciebie podrażnić — odparła z naciskiem — muszę bowiem mieć wielbiciela, aby ciebie nie stracić nigdy, bo ciebie jednego nad życie kocham — dodała, wpijając się ustami w moje usta — o, gdybym tak mogła wyssać przez pocałunki twoją duszę... Ale czas już...
Narzuciła na siebie aksamitny płaszcz, głowę owinęła w szal i wyszliśmy przez werandę na ulicę. — Grzegorz będzie powoził — ozwała się do woźnicy, który zaraz się cofnął, a ja wyskoczyłem na kozieł, chwyciłem lejce i okładając konie ze złości batem, pojechaliśmy.
W Cascino, w miejscu, gdzie kończy się główna aleja, Wanda wysiadła. Było już trochę ciemno. Po niebie płynęły rzadkie chmurki, odsłaniając z rzadka migocące gwiazdeczki. Nad brzegiem rzeki Arno stał człowiek w długim płaszczu, czy pelerynie i bandyckim kapeluszu, patrząc nieruchomo na schody. Wanda przebiegła ku niemu przez zarośla i położyła mu z nienacka rękę na ramieniu. Widziałem jeszcze jak zwrócił się do niej i ujął ją za rękę — potem zniknęli w zaroślach. Godzina strasznej męczarni, nareszcie zaszeleściało coś wśród liści. To oni wracali oboje.
Nieznajomy odprowadził ją aż do karetki. W migotliwem świetle latarni ujrzałem bardzo piękną o łagodnych rysach twarz, okoloną bujnymi bląd włosami. Podała mu rękę, którą ucałował z wielkiem namaszczeniem, następnie zwróciła się do mnie i w oka mgnieniu odjechaliśmy aleją, która jak zielona ściana wznosiła się wzdłuż rzeki.


∗                    ∗