Strona:PL Sacher-Masoch - Wenus w futrze.pdf/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


To przewyższało nawet moją fantazyę. Poczułem mróz w całem ciele, gdy mój rywal wystąpił w swych butach do jazdy konnej, wązkich białych spodniach i obcisłym surducie, a krew zastygła w mych żyłach, kiedy spojrzałem na jego atletyczne członki.
— Pani jesteś rzeczywiście okrutną — rzekł zwracając do Wandy.
— Tylko żądną rozkoszy — odparła z dziką radością. — Rozkoszą może być samo istnienie. Kto doznaje rozkoszy, temu ciężko rozstawać się z życiem, kto cierpi, ten wita śmierć jako przyjaciela; kto jednak chce się rozkoszować, musi brać życie wesoło, a podług starożytności nie śmie się niczego obawiać, ani cieszyć szczęściem innych, jemu nie wolno mieć litości, on musi innych przywiązać do swego wozu, zaprządz do swego pługa jak zwierzęta. Ludzie, mogący się rozkoszować tak jak on tem, że się ich czyni niewolnikami, czują przyjemność, że usługują innym. Nie pytają, oni czy im się przy tem dobrze powodzi, czy też giną pod ciężarem. Muszę ciągle pamiętać, że: gdyby mię oni mieli w swych rękach tak jak ja — ich, to uczyniliby mi to samo i musiałabym płacić ich rozkosze swoim potem, własną krwią, a nawet duszą. Taki był świat starożytności. Rozkosz i okrucieństwo, wolność i niewolnictwo przechodziły zawsze z rąk do rąk. Ludzie, chcący żyć na wzór olimpijskich bogów, musieli mieć niewolników, których rzucali do stawu na pożarcie rybom i gladyatorów, którzyby mogli walczyć w czasie ich uczt wspaniałych, i nic sobie z tego nie robili, gdy przy takiej walce prysnęło na nich nieco krwi.
Jej słowa odnosiły się zupełnie do mnie.
— Rozwiąż mię! — zawołałem oburzony.
— Czyż nie jesteś moim niewolnikiem, moją własnością? — odparła Wanda, — czy mam ci pokazać ugodę?
— Rozwiąż mię — groziłem, dalej targając powrozy.
— Czy on może je rozerwać? — pytała. — Groził mi zabiciem...
— Bądź pani spokojną — mówił Grek, próbując moich więzów.
— Zawołam o pomoc — zacząłem znowu.
— Nie usłyszy cię nikt — odparła Wanda, — i nikt mi nie zabroni, deptać znowu twoje najświętsze uczucia i uczynić z ciebie bezecnie zabawkę, — ciągnęła dalej,