Strona:PL Sacher-Masoch - Wenus w futrze.pdf/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


O! to dziwne... chcę uciekać i nie mogę. Powracam... dokąd? — do niej — którą czczę i uwielbiam ciągle.
Znowu namyślam się. Nie mogę przecież wracać. Nie śmiem. Jakże jednak wyjadę z Florencyi? Przypominam sobie, że nie mam pieniędzy, jestem bez grosza. Pójdę więc pieszo, bo rzeczywiście jest lepiej żebrać, niż jeść chleb kurtyzany.
A przecież nie mogę się oddalić.
Ona ma moje słowo, moje słowo honoru. Muszę powrócić. Może mnie zwolni.
Uszedłszy szybko kilka kroków, stanąłem znowu.
Ona ma moje słowo honoru, moją przysięgę, że jestem jej niewolnikiem, jak ona długo zechce, jak długo ona sama nie obdarzy mnie wolnością; mogę się jednak zabić.
Idę parkiem nad rzeką Arno, jestem już całkiem na dole, gdzie żółtawa woda pluskając monotonnie kąpie parę samotnych wierzb — tam siadam i zamykam mój rachunek istnienia — przypominam sobie całe moje minione życie i czuję jakie ono nędzne. — Nieco chwil miłych, nieskończenie więcej obojętności, między temi wiele, wiele bólu, cierpień, niepokoju, rozczarowań, zawiedzionych nadziei, zmartwień, trosk i smutków.
Pomyślałem o mojej matce, którą tak bardzo kochałem i widziałem złożoną okropną chorobą, wspomniałem o moim bracie, który żądny rozkoszy i szczęścia, umarł w kwiecie swej młodości, nim jeszcze jego usta mogły dotknąć czary życia.
Pomyślałem o mojej zmarłej niańce, o towarzyszach zabaw dziecięcych, o przyjacielach, którzy razem ze mną pracowali i uczyli się, o tych wszystkich, których przykryła zimna, martwa, obojętna ziemia — wszystko proch i w proch się obraca.
Zaśmiałem się głośno i posunąłem do wody — w tej chwili jednak zatrzymuję się silnie na gałęzi wierzby, wiszącej nad żółtemi falami — i widzę przed sobą kobietę, która uczyniła mnie tak bardzo nieszczęśliwym. Jej postać przeświecona promieniami słońca unosi się nad zwierciadłem wody — wydaje mi się przeźroczystą, tylko głowa i kark otoczone czerwonymi płomieniami. Zwraca swe oblicze do mnie i uśmiecha się.


∗                    ∗