Strona:PL Rodzina kamieniarza.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
 — 36  —

niec przymocował do stojącego w pobliżu drzewa. Tymczasem podczas roboty powróz niespodziewanie pękł, a nieszczęśliwy kamieniarz spadł ze znacznej wysokości.
— Gdyby był tylko złamał rękę lub nogę, to mógłby leczyć się w domu — narzekała z płaczem Pokorowa, — ale nastąpiło prócz tego uszkodzenie kręgosłupa i nasz doktór kazał go odwieźć do Warszawy. Właśnie umieściłam męża w szpitalu i chciałam się z synem zobaczyć.
— Mój Boże, co za nieszczęście! Wacek się bardzo zmartwi. Jakże mi was żal — pocieszała ją matka Stanisława. — Odpocznijcie trochę, zaraz nadejdą nasi synowie — dodała, podając jej krzesło.
Wacek na razie ucieszył się bardzo, ujrzawszy matkę, ale jej niespodziewane przybycie i zapłakane oczy przeraziły go.
— Co się stało w domu?... Mamo! — zawołał.
Pani Michalska, chcąc oszczędzić matce powtarzania smutnej historji, powoli opowiedziała mu o zaszłym wypadku.
— Gdzie jest ojciec? chcę go zobaczyć! — domagał się przerażony chłopiec.
— Czekaj, Waciu, pójdziemy tam wszyscy troje po obiedzie — rzekł pan Stanisław, który jednocześnie z nim wrócił do domu.
Ale podczas obiadu ani Pokorowa, ani jej syn nic wziąć do ust nie mogli. Gdy wreszcie przybyli do szpitala i weszli na salę, ujrzeli chorego, któremu już nałożono nowe opatrunki. Wacek padł przy łóżku na kolana i głośno zapłakał.
Student rozmówił się z lekarzem, który nie ukrywał, że stan jest groźny, ale nie wyklucza wyzdrowienia.
— Zostaniecie u nas, Pokorowo, póki mąż nie wróci do przytomności, a doktorzy nie uznają, że mu się polepszyło. Z niepewnością o zdro-