Strona:PL Rodzina kamieniarza.pdf/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
 — 27  —

Wacek szkołę już skończył, chciałby się uczyć dalej, ale ma już lat 14, musi więc sobie wybrać jakie zajęcie.
— A czymże chciałbyś zostać?
— Myślałem, że kamieniarzem obrabiającym nagrobki.
— To niebardzo dobre rzemiosło, pył kamienny osiada na płucach i bardzo szkodzi zdrowiu. Ty dobrze rysujesz i masz ochotę do ładnej roboty, to może już lepiej rzeźbić z drzewa.
— Tak, ale tu w okolicy niema nigdzie rzeźbiarza, aż w Lublinie, a tam drogie utrzymanie, a na swoje majster do terminu nie przyjmuje.
— A garbarstwo, które jest tak w Kaźmierzu rozgałęzione i popłatne?
— Och, nie, nie, panie profesorze. Już wolałbym jak ojciec, pracować na świeżym powietrzu, choćby mniej zarabiać.
— Ja mu nieraz tłumaczyłam, jak się tu na garbarstwie dorabiają, ale on słuchać nie chce — rzekła matka.
— Nie trzeba go zmuszać, skoro mu się to nie podoba. Znam jednego rzeźbiarza w Warszawie, możeby się co dało zrobić. Napiszę do niego. A teraz chciałbym zobaczyć przyrzeczone mi kamienie.
Chłopcy skoczyli do izby i przynieśli drewnianą skrzynkę pełną kamieni.
— Śliczne egzemplarze, znakomicie zachowane. Ach, niektóre nawet rzadziej spotykane. Serdecznie wam za nie dziękuję, zrobiliście mi prawdziwą przyjemność — cieszył się profesor.
Przejrzawszy dobrze kamienie, wybrał pan Michalski rzadsze okazy i poukładał w dwa kosze, które chłopcy odnieśli mu do domu.