Strona:PL Przybyszewski-Goście.djvu/028

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    łam a ja myślałam, że wam pomódz mogę... (odchodzi).
    ADAM. Zapóźno, Pola, zapóźno...

    SCENA DZIEWIĄTA.

    ADAM i BELA chwilę sami.
    ADAM (zamyślony). Więc ja pójdę w góry — tam, gdzie się mech pod nogą oślizgnie, gdzie kamień się przypadkiem pod nogą obsunie...
    BELA. Lękam się! Ja taka młoda — taka silna jeszcze. — Lękam się.
    ADAM. To pójdę sam.
    BELA. Nie, nie, nie! Pójdę gdzie chcesz, ale lękam się — takam jeszcze młoda...
    ADAM. I ja młody...
    BELA. Otoczę cię taką miłością, tak cię utulę — patrz jam silna, ja muszę iść z tobą, ale zostań jeszcze; jeszcze spróbój; nie odpychaj mnie od siebie — rzućmy się w wir życia, będziemy je chłonąć, upajać się nim...
    ADAM. Cieni nie zgonisz ze ścian, kreta po ziemią nie poszukasz...

    SCENA DZIESIĄTA.

    GOŚĆ zwolna nadchodzi.
    BELA. Cóż chcesz? Cóż? Przeklęty! — ty straszny!
    GOŚĆ. To tylko życie straszne. To tak niezmiernie śmieszne, że ludzie tak życie kochają: śmierć dobra i cicha... To trochę głupiego szczęścia — to mamidło, ten