Strona:PL Przybyszewski-Goście.djvu/020

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ADAM. To znaczy?
    GOŚĆ. Kret zrobił swoje.
    ADAM. I ta mogiła?
    GOŚĆ. Na rozstajnych drogach.
    ADAM. Dla zbrodniarzy? Co?
    GOŚĆ. Lub dla samobójcy — ha, ha... żeś też o tem nie pomyślał... Tembyś się odemnie wyzwolił... — A przecież to tak łatwo. My zbyt na seryo bierzemy śmierć... I to tak delikatnie urządzić można, bez rozgłosu, bez ludzkiego gadania. Chcesz uniknąć jakichś przykrych rzeczy, nie chcesz by o tem mówiono — i na to rada jest: tuż za parkiem jezioro, wyjeżdżasz łódką na wodę, nadchodzi nagła burza, albo też łódka zmorszała, no! i toniesz... Nieszczęśliwy wypadek! Pogrzebią w święconej ziemi — he, he... albo też wracasz z polowania: masz strzelbę źle przewieszoną, potrącasz o drzwi — lufa wypali — no! i znowu przypadek... Albo idziesz w góry, ot! to najpewniejsze, noga ci się na mchach obślizgnie, albo się kamień obsunie... a to podobno przyjemna śmierć: lecisz, lecisz; w jednej sekundzie przeżywasz najpiękniejsze chwile twego życia...
    ADAM. Więc tylko śmierć mnie od ciebie uwolnić zdoła?
    GOŚĆ (zimno). Tylko!
    ADAM. Więc tylko śmiercią odkupić się zdołam?
    GOŚĆ. Tylko!