Strona:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


33. Lecz i wam także, sędziowie, z dobrą otuchą należy oczekiwać śmierci i to jedno poczytywać za prawdę, że człowiek uczciwy nie potrzebuje obawiać się niczego złego ani za życia, ani po śmierci, i że spraw jego bogowie nie wypuszczają ze swojej opieki. To też i to, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku.... przeciwnie, widoczną to dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się już od trosk żywota za lepsze dla mnie sądzono.... Dlatego to właśnie głos ów wieszczy nie stawił mi nigdzie oporu — i ja, doprawdy, nie bardzo gniewam się ani na tych, którzy mnie potępili, ani na oskarżycieli moich. Prawda, że nie w tej myśli potępili mnie jedni, a oskarżali drudzy, owszem, sądzili, że mnie miażdżą.... a za to słusznie im się należy skarcenie....

Ja wszakże żądam od nich jednej tylko rzeczy. Kiedy dorosną synowie moi, zemścijcie się na nich, mężowie, dokuczając im tak samo, jak ja dokuczałem wam, jeżeli zdawać się wam będzie, że bardziej troszczą się o majątek, albo o cokolwiekbądź innego, aniżeli o cnotę, i jeżeli wyobrażać sobie będą, że są wielkimi ludźmi, a nie będą niczem.... Karćcie ich tak samo, jak ja was, że nie dbają o to, o co dbać powinni, i że, bóg wie, co

    w ciężkiej on męczył się biedzie, kamień olbrzymi rękoma dźwigając obiema. Opierając się krzepko na ręku i nogach, pchał on ów kamień pod górę; lecz ilekroć miał już szczytu dosięgnąć, ciężar się nazad odwracał i głaz bezlitosny staczał się nazad na ziemię. Więc Syzyfos znowu, natężając siły, pchał kamień do góry: pot spływał z jego członków, a z głowy buchała kurzawa.“ (Odysseja 11, 593 — 600).