Strona:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ścią przekonalibyście się o tem; lecz w obecnych warunkach, nie łatwo to, nie wiele mając na to czasu, olbrzymie rozpraszać oszczerstwa. Przeświadczonym więc będąc, że nie skrzywdziłem nikogo, daleki też jestem od tego, abym miał krzywdę wyrządzić samemu sobie: powiedzieć o samym sobie, że zasługuję na jakąś karę, i podać przeciwko samemu sobie wniosek podobnej treści. I jakaż obawa skłonić mnie miała do tego? Czego się miałem uląc? Czy, aby mnie nie spotkało to, na co mnie skazuje Meletos? Wszak ja wyznaję, że nie wiem, czy to jest dobre, czy złe. Czy natomiast wybrać mam sobie coś z tych rzeczy, które z całą świadomością zaliczam do złych, i skazać się na to? Czy na więzienie? I cóż mi po życiu w więzieniu, w niewoli u kolejno ustanawianej władzy, u jedenastu?....[1] To może na karę pieniężną i na więzy, dopókibym jej nie zapłacił? Ależ, wracam się do tego, co wam już niedawno mówiłem: ja nie mam pieniędzy, nie mam jej czem zapłacić... A więc wygnanie przeznaczę sobie na karę? Prawdopodobnie skazalibyście mnie na nie... Wielkie, zaiste, przywiązanie do życia ogarniać by mnie musiało, Ateńczycy.... i chyba tak nierozumny już jestem, że nie mogę zdrowo rozważyć sobie tego, że wy, współobywatele przecie moi, nie byliście w stanie znieść czyn-

  1. Corocznie losem wybierano dziesięciu obywateli (po jednemu z każdego okręgu), na których wkładano obowiązek czuwania nad wykonaniem wyroków sądów karnych, oraz dozoru nad więzieniami. Jedenastym był pisarz — γραμματεύς. Kolegijura to nosiło nazwę „jedenastu“ (οἱ ἕνδεκα).