Strona:PL Platon - Obrona Sokratesa.pdf/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tek tego i w nim i w większej części obecnych przy tem wzbudziłem nienawiść przeciwko sobie. Lecz, odchodząc od niego, rozumowałem sobie w myśli tak: „Oto, od tego człowieka ja mędrszy jestem; prawdopodobnie bowiem żaden z nas obu wiedzą swoją nie wkroczył w dziedzinę piękna i dobra; on atoli sądzi, że coś wie, choć nic nie wie — ja zaś, wiedząc, iż nic nie wiem, nawet nie przypuszczam, że coś wiem. Zdaje się przeto, iż o maluczko przynajmniej ja mędrszy jestem, aniżeli on, już przez to sarno, że nie myślę wcale, iż wiem to, czego nie wiem“.
Stąd znowu udałem się do jednego z takich ludzi, którzy słynęli, jako jeszcze mędrsi od tamtego, lecz i o nim w końcu powziąłem zupełnie takież samo przekonanie. Znowu tedy i w nim i w wielu innych wywołałem niechęć ku sobie.
7. Potem już po kolei chodziłem od jednego do drugiego: a choć spostrzegałem ze smutkiem i obawą, żem budził nienawiść ku sobie, uważałem jednak za rzecz nieuniknioną ponad wszystko postawić rozkaz boży. Zgłębiając istotne znaczenie wieszczej odpowiedzi, muszę — myślałem sobie — obejść wszystkich, którzy, według ludzkiego zdania, coś wiedzą. I, dalibóg, Ateńczycy, — prawdę bowiem przed wami mówić mi należy — w samej rzeczy, znalazłem się wobec takiego oto zjawiska, iż u tych właśnie, których najbardziej wysławiano za ich rozum, gdym ich, posłuszny bóstwu, poddawał memu badaniu, znajdowałem największy prawie brak rzeczywistej mądrości; — inni zaś, uważani powszechnie za pośledniejszych, wydali mi się ludźmi, daleko bardziej zasługującymi na mia-