Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t. 1.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Starzec już nie żył.
Uklękliśmy i ksiądz począł głośno czytać modlitwy za umarłych.
Upłynęło od tego czasu lat kilkanaście. Na mogile poczciwego sługi porosły bujnie wrzosy cmentarne. Nadeszły smutne czasy. Burza rozwiała święte i ciche ognisko mojéj wioski. Dziś ksiądz Ludwik już w grobie, ciocia Marynia w grobie; ja piórem na gorzki chléb powszedni zarabiam, a Hania....
Hej! łzy się kręcą!