Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prawda! sposób jest wogóle łatwy, ale zarzut w tym razie nie całkiem słuszny. Anatol France miał prawo wkładać takie słowa w usta Galiona lub Meli, bo wiemy, że tak myślał o Neronie i takie łączył z jego imieniem nadzieje cały ówczesny świat. Młody książę był zdolny, tkliwy, wymowny, nadto był uczniem mędrca, który wszczepiał mu miłość literatury, filozofii i cnoty. Wszystkie oczy były na niego zwrócone, wszystkie serca umiłowały go, jeśli tak można rzec, na kredyt. Tego, że w tym księciu drzemie cyrkowy woźnica, i lichy aktor, i estradowy śpiewak, i mierny poeta, słowem: »kabotyn« ze straszliwą zawiścią i potworną miłością własną, która stanie się tragedyą wszechludzką, nie przewidywał nikt. Zresztą i podobne kabotyństwo będzie się powtarzało w historyi; nieraz popróbuje mistrzować w muzyce, malarstwie, poezyi, wymowie, i trzoda ludzka, a nawet rozmaici mędrkowie, nie przestaną go nigdy podziwiać w przekonaniu, że tak liczne role na teatrze świata — począwszy od Augusta Oktawiana aż do Augusta z cyrku, potrafi odgrywać tylko geniusz.
I to jest także wielka ironia życia.
Lecz Galion, Mela i ich towarzycze popełnili owego dnia daleką większą omyłkę, tak olbrzymią, że na wspomnienie o niej Ernest Renan nie może się wstrzymać od okrzyku: «Que les gens d’esprit ont parfois peu de prévoyance!» I tak