Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/099

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  112  —

albo, chociaż z ofiarą życia, wskazali mu nowe szlaki, wielkie cele, wielkie idee — albo wreszcie, czy to dziełem sztuki, czy potężnem twórczem słowem umieli wyrazić najszlachetniejsze porywy piersi ludzkiej — to z dumą możemy powiedzieć, że niema w świecie pomnika, któryby wzniesion był słuszniej i sprawiedliwiej.
Bo gdyby zwrócić się do tych tysiąców i zapytać, kto opromienił nas największą sławą, kto najpotężniej wyraził to, co w nas jest cne i szlachetne, co idzie z Boga, co jest wiarą, nadzieją i Chrystusowem przykazaniem miłości? — kto kochał za miliony? — wówczas wszystkie piersi wydałyby jeden okrzyk:
— Ten ci jest!
Był największym między naszymi wieszczami. Jako poeta, zajaśniał słonecznem światłem sławy, więc otoczyły go podziw i cześć.
Ogrzewał, jak słońce, więc dawał życie; umiał być »arką przymierza między dawnemi a nowemi laty«, więc życiu temu dawał moc taką, jaką ma drzewo olbrzymie, które korzenie głęboko w rodzinną ziemię zapuszcza, a czoło wznosi ku niebu.
Wypleniał nienawiść, a uczył kochać, więc zebrał plon miłości. I ta to właśnie, wiecznie, jak żywe źródło, bijąca moc życia, ta cześć i ta miłość, złączone razem, wzniosły ten pomnik, w którym tkwią zaklęte w spiż dwie nieśmiertelne dusze: Jego i Narodu.