Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz Ozyrys nakazał mu milczenie, sam zaś zapytał:
— Powiedz mi, Mądrości, czy ten zakaz był bardziej głupi, czy niegodziwy?
— Jednakowo, zupełnie jednakowo! odpowiedziała Mądrość.
Więc Sprawiedliwy położył równe ciężarki na szalach, opartych o stopień jego tronu.
— Mów dalej — rzekł — aby się stało wreszcie wiadomo, który z tych dwóch duchów ma pomyśleć o najwłaściwszem dla Ekscellencyi osiedleniu.
Więc Mądrość poczęła streszczać całe życie Psunabudesa, od wczesnej młodości aż do ostatniej chwili jego ziemskiej podróży. Wspomniała, jak w akademii, w stubramnych Tebach, był zaciekłym liberałem, jak, wstąpiwszy następnie do urzędu, zapisał się niebawem do działaczy państwowych i drwił z zasad, które za studenckich czasów wygłaszał, jak pod hasłem: »Egipt dla Egipcyan« pracował nad zjednoczeniem państwa pod władzą memfickiej biurokracyi, jak wreszcie w ciągu długiego swego zawodu ustawicznie kogoś podejrzywał, coś wietrzył, przeciwko komuś wysyłał raporty, przed czemś ostrzegał, czegoś nie dopuszczał, coś zamykał, coś ukracał i, zamiast rozszerzać ludzką działalność i ludzkie życie, ustawicznie je obrzydzał, krępował i ograniczał.
— Czy nie sądzisz, że to są szelmostwa? —