Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


turze. I to jest śmieszne, ale zarazem tak niebezpieczne, jak niebezpieczną jest, naprzykład, rozpaczliwa odwaga tchórza. Ptak Junony nie posiada pazurów orła, więc gdy mu fatum każe dziobać, musi dziobać z podwójną zapalczywością. Ach, Cycero! Jest to człowiek, który ma język większy niż duszę. Brak mu także szczerości Katona. Czy pamiętasz jego mowy przeciw Werresowi? Udaje surowego Rzymianina, który lekceważy grecką rzeźbę, greckie bronzy, greckie naczynia, a w gruncie rzeczy przepada za wszystkiem co greckie, czemu się wkońcu wcale nie dziwię, albowiem, gdyby nie ateńska oliwa, to ten rzymski świecznik z Arpinum nie świeciłby tak jasno. Ale między innemi rzeczami nauczył się od Ateńczyków i próżności. Katonowi, gdy na nas napada, chodzi jedynie o to, byśmy zginęli, Cyceronowi także i o to, by w Rzymie mówiono: »Och, ten Markus Tuliusz! jakże on ich zmiażdżył prześwietnie!« Kato wali na nas olbrzymie skały; Cycero — olbrzymie posągi, i chce, by podziwiano w nich nietylko druzgocący ciężar, ale i mistrzowską robotę.
— Być może — rzekł, śmiejąc się Krassus. — Dobrze schodzi z tobą czas, Wargunteju.
A Warguntejusz, który pod koniec wieczoru miał zamiar prosić bogacza o pożyczkę, rad z jego pochwały i z zachęty, począł mówić z większą jeszcze ochotą:
— Kato jest jednolity. W Cyceronie tkwi kilka