Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.35.djvu/024

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—  22  —

niósłszy na niebotyczną górę, postawiła go przed Prawdą.
— Patrz — rzekła — jak Ona pała już i świeci. Ale, nim wyciągniesz ku niej swe dłonie po raz ostatni, wysłuchaj pierwej słów moich. Owe zasłony, które w ciągu długich lat odlatywały od ciebie, jako łabędzie, to były złudzenia twojego żywota. Jeśli ci żal ostatniego, lub jeśli obawa napełnia ci serce, to cofnij się, póki czas jeszcze, a ja cię zniosę z tych wyżyn, abyś, jak inni ludzie domierzył w padole dni swoich.
— Życiem poświęcił dla tej jednej chwili! — zawołał Diokles.
Poczem zbliżył się z biciem serca ku pałającemu posągowi, mrużąc powieki, chwycił drżącemi rękoma ostatnią zasłonę, zerwał ją i rzucił za siebie.
Lecz nagle stało się coś strasznego.
W tej samej chwili w oczy jego uderzył jakby grom — i ogarnęła go ciemność tak okropna, że najczarniejsza noc Hadesu wydać się mogła przy niej dniem białym.
A wśród takiej nocy rozległ się pełen niewysłowionej trwogi i bezbrzeżnego bolu głos Dioklesa:
— Ateno! Ateno! nic niema pod zasłoną, i nic nie widzę!!!
Lecz na ów krzyk rozpaczy odpowiedziały mu surowe słowa bogini: