Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.2.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nad trawą, a ponieważ słońce rzuca ich cień na ziemię, zdaje się więc, jakby się we własny cień wpatrywały.
Nieraz także, i w Kalifornii, już widywałem z daleka wielkie czarne i świecące się ptaki z głową czerwoną, zupełnie, zwłaszcza z pewnéj odległości, podobne do naszych indyczek. Z początku brałem je nawet za dzikie indyki, i dopiéro postrzeliwszy jednego, przekonałem się, że są to sępy, tak zwane scierwniki. Głowa ich goła, wydaje się z daleka jakby zdobna w indycze korale. Żywią się padliną i oczyszczają tak stepy, jak i okolice już zaludnione od wyziewów zgnilizny.
Jednakże, daleko jeszcze liczniejszy od drapieżnych, jest ród śpiewaków. W godzinach rannych, cały step grzmi gwizdaniem, śpiewem, świegotem, słowem: jednym ogromnym konceptem tych samouczków-artystów. W ogóle jednak ptaki tutejsze inaczej śpiewają od naszych. Wielki np. skowronek kalifornijski, dochodzący rozmiarów naszéj przepiórki, zdobny wydłużonym dziobem i złotą piersią, nie śpiewa tak jak nasz długo i melodyjnie, ale siadłszy gdziekolwiek, gwizdnie raz i drugi, jakby na psa, i już kontent. Inne śpiewają i czyrykają dość wdzięcznie, najpiękniéj jednak ze wszystkich, tak zwany podrzeźniacz, albo jeszcze inaczéj drozd żartowniś.
Jestto szczególny ptaszek! Trzymają go wszędzie w klatkach, dlatego mogłem mu się dowoli i zblizka przypatrzeć. Wzrostu naszego skowronka, nie odznacza się wcale świetném upierzeniem; cały jest szary, z małemi tylko białemi lusterkami na szkrzydłach. Ma on jednak inne talenta, które zastępują znikomą piękność zewnętrzną. Oto, nietylko śpiewa nadzwyczaj