Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.2.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

usłyszał jaki włoch, dostałby niezawodnie pomieszania zmysłów. Trudno mi opisać i wypowiedzieć, jak mało zdolności muzycznych posiada anglo-saksońska rassa. Między kilkunastu śpiewakami i śpiewaczkami nie słyszałem ani jednego głosu, ktéregoby można słuchać bez zgrzytania zębami. Amerykanie byli jednak nadzwyczaj zadowoleni z siebie i z swoich talentów. Pytali nas nawet z pewną dumą: czy słyszeliśmy coś podobnego w Europie? ja zaś odpowiadałem z całą szczerością, że istotnie nic podobnego w Europie nie słyszałem.
Szósty ów dzień był dniem uroczystości na okręcie, po koncercie nastąpił bowiem obiad z najrozmaitszemi toastami. Między innemi mówca koncertowy wniósł bardzo uroczysty toast na cześć kapitana Kennedy. Mówca przypomniał że winniśmy życie nasze i spokój naszych rodzin dzielnemu kapitanowi; gdyby nie on bowiem, góry lodowe pogrążyłyby nas niezawodnie w otchłań morską, poczém porównał Bogu duszę winnego kapitana do rozmaitych bohatérów starożytności, a w końcu wyraził opinię, że zgromadzone lady i dżentlemanowie uznają zapewne za słuszne i sprawiedliwe wykrzyknąć po trzykroć na cześć naszego kapitana: „hip! hip! hourra!“ Zgromadzone lady i gentlemanowie uznali to za słuszne i przyzwoite, poczém nastąpiły okrzyki tak przeraźliwe, jak gdyby na statku zdarzył się pożar!
Poczciwego kapitana toast ten zaskoczył nader niespodziewanie, w téj chwili bowiem właśnie zapychał usta olbrzymim kawałkiem rumsteku; zanim więc przestraszony rozum jego zdołał pojąć wszystkie owe porównania do starożytnych bohatérów i stanąć na wy-