Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Trzeci załamywał ręce i płakał, wyrzekając, — że życie nic nie jest warte, ponieważ dla wszystkich kończy się śmiercią.
— Nie wszystko kończy się wraz z śmiercią, — rzekło im dziewczę.
A gdy zapytali, co chce przez to powiedzieć, ukazała im pożółkłą od starości książkę z bibljoteki Muzeum.
— Tutaj jest mowa o innym świecie, — powiedziała, — o Państwie Bożem, które kiedyś nastąpi.
— I wy tam zamieszkacie? — zapytał ktoś.
— Tak, zamieszkamy, — powiedziała. I wyszła ze swoim ukochanym przez główną bramę.
Tam, za murami szpitalnemi oczekiwały ich w milczeniu tłumy ludzi. Dziewczę przeraziło się, ujrzawszy ich, dotychczas bowiem ani razu jeszcze nie zdarzyło się jej znaleźć wśród tych ludzi, twarze których były, jak popielate fale morskie w dzień pochmurny.
— Tutaj żyjemy my jedni tylko! — zawołała. — Cały ten tłum zaś jest martwy... cały świat jest martwy! Nie, lepiej umrzeć!
Nagle głos jej się załamał. Z za rąbka chmury wyjrzało słońce i stanęły jej w pamięci słowa poety: „Ciepło jest wysłańcem szczęścia“. Ona zaś musiała żegnać się ze słońcem... z ciepłem i ze słońcem.
Zwróciła twarz ku swemu ukochanemu, by nie widzieć tych szarych postaci, co zewsząd ją otaczały. On, przeciwnie, spoglądał im prosto w oczy