Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


IV.

Naczelny lekarz i żona jego siedzieli przytuleni do siebie, gdy zjawił się wysłaniec Sądu. Długą chwilę siedzieli w milczeniu. Wreszcie on uniósł jej główkę i spojrzał błagająco w oczy.
— Nie, — odrzekła. — Nie proś mię, abym żyła po twojej śmierci. To nie będzie życie.
— Masz słuszność, — powiedział. — To nie będzie życie.
Wiedział, że będą jej dawać anti-sentient’y. Razem zeszli ze schodów. Dokoła nich zgromadzili się lekarze i dozorczynie. Oni również stali się bardziej ludzkimi, nauczyli się śmiać i cieszyć. Teraz zaś uczyli się wzdychać i płakać. Albowiem radość życia nie może istnieć bez smutku.
— Nauczyliście nas żyć, — powiedział jeden z nich.
— Jeżeli dojdzie to do wiadomości Sądu, umrzemy, — powiedział drugi.