Strona:PL Ostatnie dni świata (zbiór).pdf/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


by pani doniosła o tem Radzie... a jest to pierwszym pani obowiązkiem...
Dziewczę krzyknęło.
— Zgodzę się raczej umrzeć, aniżeli panu w jakikolwiek sposób zaszkodzić, — powiedziała. — Czyż pan nie widzi, że ja... „sympatyzuję“ z panem?...
I jedną jego rękę położyła sobie na czole. Uczucie „sympatii“ przebiegło po jego ciele i wstrząsnęło nim... przestraszyło nieledwie. Dzisiejszego rana zmniejszył dozę anti-sentient’ów do jednej trzeciej, zamiast dwóch trzecich i ze strachem myślał, że lada chwila podda się któremuś z tych okropnych wzruszeń, tak zgubnych dla życia. Stwierdził jednak, iż oczy dziewczęcia mają siłę przyciągającą. Wygląda to, pomyślał, na rozleglejsze pojmowanie sympatii i świadczy jasno i wyraźnie, iż ona nie zdradzi mię przed Radą.
— Dzisiaj rano zażyłem niepełną dozę, — powiedział. — Jak pani sądzi, czy nie zaszkodzi mi, jeżeli przerwę na pewien czas zażywania anti-sentient’ów?
— A co to jest? — zapytała.
— Składniki pożywienia, zabijające bakterje uczuciowe. Skutkiem tego życie się przedłuża, podwaja nawet. Zażywając regularnie anti-sentient’y można żyć sto pięćdziesiąt lat.
Dziewczę potrząsnęło głową.
— I cóż komu z tego przyjdzie, — zapytała, — jeżeli życie jest takie, że nie warto wcale żyć?