Strona:PL Ossendowski - Czarny czarownik.pdf/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nad stolikiem obozowym, upudrowanego gipsem, strutego arszennikiem, gdy zdziera z cuchnących ciał zabitych ptaków i zwierząt skóry, preparuje je i pakuje, aby z najbliższej poczty wysłać do Polski.
Dziękuję Wam wszystkim z duszy i serca.
Lecz podziękujcie i mnie, bo to ja rzuciłem Was na długie sześć miesięcy do dżungli podzwrotnikowej, na trudy i niewywczasy, lecz jednocześnie na chwile rozkoszne, których po miastach europejskich nigdybyśmy nie doznali.
Przypomnijcie sobie tylko ostatnie dnie naszego pobytu na Wybrzeżu Kości Słoniowej!
Przypomnijcie sobie te niezmierzone laguny południowe, — turkusowe mieniące się o zachodzie słońca jak perły drogocenne, lub jak pełne tajemnicy i zagadki nierozwiązanej „święte“ opale z Wan-Cziong!
Pamietacie, jaka cisza zaległa lesiste brzegi, urywające się pionowo ku nieruchomej, martwej tafli wody? Jak ogarnęły nas, trochę smętny lecz słodki spokój, uczucie pojednania z Bogiem, ludźmi i Naturą, zrozumienie i przebaczenie, żądza dobra i piękna?
Czy pamiętacie? Czy pamiętacie, jak lśniła się purpurą słońca biała, mocarna pierś orła,