Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/073

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cer, wyjeżdżając do Kolonji, odstępuje mi je. Urządzę się według moich upodobań, planów; modernistycznie i artystycznie... Zamieszkam sam.
Z rozpaczliwym krzykiem rzuciła się Zuzia na męża.
— Ziuk, chcesz mnie porzucić?
— Ależ nie, zwarjowałaś... My się nie rozstaniemy... Dla ludzi będziesz moją przyjaciółeczką... Będziem prowadzili życie tajemnicze i wesołe... Nikt nie będzie wiedział, że jesteśmy mężem i żoną. Poza mieszkańcami tego wstrętnego domu, nikt ciebie nie zna. Wyprowadzę się stąd, nie zostawiając adresu, powiem, że udaję się w podróż... Jeżeli chcesz, możemy nawet pojechać na Południe. Wrócimy odświeżeni, zmienieni... Opuszczę mego szefa, mówiąc jemu i kolegom, że przerzucam się na sztukę dekoracyjną. Odwiedzę tych, którzy mi są potrzebni. Nie będę żyć jak niedźwiedź.
— Ale ja... Ziuku... ja... ty wiesz ja wszystko zrobię, co zechcesz... Ale pomyśl, już nie będę twoją żoną, już nie będzie jak dawniej...
— Ależ dla nas nic się nie zmieni... To dla ludzi... To nie przez snobizm antyburżuazyjny... Zrozum mnie dobrze, to kwestja budżetu... Tak...
— Wydatek będzie taki sam...
— Tak, nawet trochę większy... Ale będziemy szykowni, a nie nędzni. Kiedy młody człowiek jest elegancki? Gdy ma nieskazitelnie skrojony smoking, dobrze leżące garnitury, szykowną garsonierę i gdy ma przyjaciółkę ładnie ubraną. Małżeństwo legalne... pomyśl: apartament, służba, proszone obiady, suknie