Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


grążona w miłości, starała mu się przypodobać, zastępując w gospodarstwie, ciężko chorą panią Langlois.
Stara pani Langlois umarła... Gdy przeszła pierwsza rozpacz, Józef Langlois tak rzekł do swej żony.
— Moja kochana, mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Już dłużej tak żyć nie można. Póki żyła biedna matka, nie mogłem działać... Opuścić ją, byłoby okrucieństwem... Obecnie jesteśmy wolni... Chcę dojść do celu, być sławnym, zarabiać pieniądze dla ciebie i siebie. Mam trzydzieści cztery lata, dłużej czekać nie mogę...
— Ale Ziuku, co zamierzasz uczynić?
— Trzeba z gruntu zmienić tryb życia... Jak chcesz, aby się powodziło na ulicy Abbé Gregoire, w mieszkaniu przyzwoitem i skromnem, gdzie meble są malowane na orzech i gdzie niema kuchennych schodów... Wstydziłbym się przyjąć kogokolwiek... Nie można mieć rozgłosu, gdy żona nie posiada ani pięknych sukien, ani biżuterji, gdy samemu także nie jest się elegancko ubranym. Odpowiedzialny szef biura musi uchodzić za niezdolnego, gdy widzą jego ubóstwo, nie można dojść do sławy, gdy się jest ubogiem małżeństwem, które ludzi proszą raz na rok na jakieś przyjęcie i to w dodatku z litości. Rozumiem powodzenie życiowe, widzisz, ludziom trzeba zamydlić oczy... A więc musimy stąd się wyprowadzić. Wszystko sprzedać, co uzyskamy ze sprzedaży, w połączeniu z naszemi oszczędnościami, będzie fundamentem przyszłości. Mogę mieć mieszkanie w pobliżu Inwalidów, w szykownej dzielnicy. Jeden z moich przyjaciół ofi-