Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie przychodzi po to, abym mu pokazał projekty i meble... W rzeczywistości, mam wrażenie, że chce także i przedewszystkiem przekonać się, jak ja żyję... Jest ciekawy, jak stara baba.
— Pojutrze o trzeciej godzinie... będzie czysto i porządnie... Powiedz, czy moja obecność jest konieczna?...
Młody człowiek zastanowił się,
— Nie wtedy — gdy przyjdzie. Wyjdziesz wcześniej, ale wrócisz do domu przed czwartą, niespodzianie... Zrobi to doskonałe wrażenie... Będzie tobą zachwycony... Przybierzesz niedbałą pozę... Będziesz interesująca... Już sama wiesz...
— Zrobię wszystko, co będę mogła... bądź spokojny, rzekła zasmuconym głosem.
— Widzisz kochanie, ciągnął Józef, pan Duthil chciał przyjść jutro... Nie zgodziłem się... Wiesz dla czego?... Bo jutro jest 17 listopada, upływają cztery lata...
— Ach, Ziuku, nasza rocznica ślubu! Jakiś ty dobry, że wśród tylu zajęć pomyślałeś o tem... Ja pamiętam ale... Więc powiedz, będziemy cały dzień razem... Pojedziemy na wieś, chcesz?...
— Na wieś, w listopadzie?...
— Nic nie szkodzi, jest ładnie... Albo zostaniemy w Paryżu, wszystko jedno, aby razem... Jakiś ty dobry, żeś o tem pomyślał...
— Przyniosłem ci nawet drobiazg... Ach, głupstwo...
Z kieszeni wydostał emaljowaną bransoletkę. Mło-