Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie prorokujmy moja maleńka Zyto...
— Ziuku, nazywaj mnie Zuzią, gdy jesteśmy sami... Gdy nazywasz mnie Zytą, jeszcze dzisiaj mam wrażenie, że nie do mnie się odzywasz... również jak nie mogę się poznać w lustrze...
— Dziecko z ciebie... Sprawa się tak przedstawia: pan Duthil chce, abym zrobił projekty kilku mebli, nad których wykonaniem sam czuwać będę. To jest na początek. Chce się przekonać, jakie są moje zdolności. Mam wrażenie, że nawet do przedsiębiorstwa, któreby go interesowało, włożyłby jakiś większy kapitał... Jeżeli będzie zadowolonym z mojej pracy, gdy przekona się, że może mieć do mnie zaufanie, napewno mnie poprze...
— Mój Ziuku, jakby to było dobrze...
— Tak, ale nie trzeba go ani przynaglać, ani narzucać, ani wzbudzać nieufności, ani też dać poznać, że szuka się jego poparcia. Nie jest skąpy, ale kilkakrotnie dał się wciągnąć i to go zraziło. Zawsze radzi się siostry, która ma wielki wpływ...
— Ma siostrę?
— Tak, baronową Wosiga, z domu Duthil, starszą od niego i jsezcze bogatszą... była zamężna, rozwiedziona, drugi raz zamężna, drugi raz rozwiedziona... kochankowie... różne przygody... obecnie bogobojna, surowa... Mieszka razem z bratem, we wspaniałym pałacu na ulicy du Bois, który ci pokazałem... Aby Duthil popierał, trzeba mieć jej uznanie... Mam w przyszłym tygodniu, być u niej na obiedzie... Narazie on ma przyjść do mnie, pojutrze o trzeciej... Oficjal-