Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zabiję cię“. Przez chwilę trwało milczenie. Poczem Izydor Smythe zapytał zupełnie spokojnie:
— Nie napiłby się pan whisky?
— Nie, dziękuję; wolę pójść zaraz po Flambeau. Ta sprawa wydaje mi się coraz poważniejsza.
— Ma pan rację. Sprowadź go pan, jak można najprędzej.
Gdy Angus zamykał drzwi za sobą, widział jak Smythe naciska jakiś guzik i jak jedna z lalek podaje mu butelkę i szklankę. Dziwnie przykre uczucie ogarnęło go, gdy pomyślał, że zostawia tego małego człowieczka samego, z temi martwemi lalkami.
Niedaleko drzwi mieszkania Smythe’a siedział pomocnik portjera, zajęty naprawianiem wiadra. Angus, obiecawszy mu napiwek, wziął od niego przyrzeczenie, że aż do jego powrotu nie ruszy się z tego miejsca. Podobną rozmowę miał z portjerem przy drzwiach frontowych, od którego dowiedział się przytem, że dom żadnego innego wejścia nie posiada. To wszystko jednak nie wystarczyło dla uspokojenia Angusa. Podszedł jeszcze do policjanta, i tego też poprosił, aby do jego powrotu bacznie obserwował dom Smythe’a. Następnie, kupując za parę groszy trochę kasztanów, starał się wybadać, jak długo przekupień zamierza jeszcze zostać na stanowisku. Przekupień miał właśnie zamiar zwinąć swój kramik w obawie przed śniegiem. Na prośbę Angusa jednak, postanowił pozostać. Wtedy dopiero Angus, rzuciwszy ostatnie spojrzenie na obwarowaną twierdzę, ruszył w drogę.
— Obsadziłem jego mieszkanie ze wszystkich