Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nia: „Milcząca Służba Smythe’a“. Niewiele się na tem znam, ale musi to być jakaś maszynerja, która jakoby potrafi zastąpić służbę domową. Wie pan, jak to brzmią ogłoszenia: „Naciśnij guzik! — służący, który nigdy nie pije“. Albo: „Zakręć korbę! — pokojówka, która nie ma narzeczonego“. Nie wiem, czy te maszyny są co warte, ale zdaje się, że przynoszą swemu wynalazcy dużo pieniędzy. A wynalazcą jest ten mały, o małpim wyglądzie Smythe, którego znałam niegdyś w Ludbury.
— A ten drugi? — dopytywał się z dziwnym uporem Angus.
Laura wstała z krzesła.
— O tym drugim nic nie słyszałam, nie wiem nawet, czy żyje.. Ale jego właśnie się boję. On jest właśnie zmorą, która mi spokój odbiera. On doprowadza mnie do szaleństwa, gdyż jego obecność czuję tam, gdzie go niema, i słyszę jego głos, gdzie go słyszeć nie mogę.
— Kiedy się pani zdawało, że czuje obecność, lub słyszy głos tego człowieka?
— Słyszałam dokładnie śmiech Jamesa Welkina, tak jak teraz słyszę głos pański. Nikogo wtedy przy mnie nie było. Stałam sama na rogu, przed sklepem, i widziałam dokładnie puste obydwie ulice. Dawno zapomniałam, jak on się śmieje, chociaż śmiech jego był równie straszny, jak jego zez. Nie myślałam o nim chyba od roku. Śmiech jego usłyszałam zaraz po otrzymaniu pierwszego listu od jego rywala.