Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zgorzkniałym. Podczas, gdy Smythe chętnie zabawiał nas swemi małpiemi sztuczkami, James Welkin (tak się nazywał) siedział cicho w barze, lub sam jeden chodził na długie spacery.
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, obydwaj oświadczyli się o moją rękę, prawie że w tym samym dniu. Uczyniłam wtedy wielkie głupstwo. Ale muszę zaznaczyć, że obaj byli niejako moimi przyjaciółmi, i nie chciałam, odmawiając im z miejsca, dać im do zrozumienia, że brzydota ich jest odrażająca. Odpowiedziałam więc obydwum, że postanowiłam nie wyjść nigdy zamąż za człowieka niepracującego, nie umiejącego samemu zdobyć sobie miejsce w świecie.
W dwa dni później dowiedziałam się, że obydwaj wyruszyli w świat na poszukiwanie przygód.
Od tego czasu żadnego z nich nie widziałam więcej. Dostałam tylko od małego Smythe’a dwa listy.
— A o drugim nigdy pani nic nie słyszała? — spytał Angus.
— Nie, nigdy do mnie nie napisał — odpowiedziała dziewczyna po chwili wahania. — W pierwszym liście Smythe donosił mi, że wraz z Welkinem wyruszył w drogę do Londynu. Nie mógł jednak sprostać marszowi Welkina, i rozstał się z nim. Po drodze napotkał wędrującą grupę cyrkowców, którzy chętnie się nim zaopiekowali. Występował w ich trupie, jako karzeł i popisywał się rozmaitemi swemi sztuczkami. Miał duże powodzenie i został zaangażowany do londyńskiego „Aquarium“. Drugi list był wprost zdumiewający. Przypuszczam, że widział pan nieraz ogłosze-