Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pani zgubiła to dzisiaj popołudniu na ulicy Cummor.
Spojrzała na mnie z przerażeniem,
— Co pani tam robiła? — spytałem.
— Jakież pan ma prawo pytać mnie o to?
— Prawo człowieka, który panią kocha. Przyszedłem tu dzisiaj, by prosić panią o jej rękę.
Ukryła twarz w dłoniach i wybuchnęła płaczem.
— Musi mi pani wszystko powiedzieć.
Wstała, i patrząc mi prosto w oczy, rzekła:
— Lordzie Murchison, ja nie mam nic do powiedzenia.
— Poszłaś na jakieś spotkanie — krzyknąłem — oto twoja tajemnica!
Zbladła strasznie, ale zaprzeczyła.
— Nie byłam na żadnem spotkaniu
— Czy nie możesz mi powiedzieć prawdy? — błagałem.
— Powiedziałam całą prawdę.
Oszalałem z rozpaczy; nie wiem dokładnie, co mówiłem, ale powiedziałem jej straszne rzeczy i uciekłem. Następnego dnia napisała do mnie. Odesłałem jej list nieodpieczętowany, i pojechałem z Coluillem do Norwegji. Gdy wróciłem, pierwsza rzecz, którą zobaczyłem w „Morning Post“, była wiadomość o śmierci lady Alroy. Zaziębiła się, dostała zapalenia płuc i po pięciodniowej chorobie umarła. Zamknąłem się w domu i nie chciałem widywać nikogo. Tak bardzo, tak szalenie ją kochałem! Mój Boże! jak ja tę kobietę kochałem!