Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niej. Napisałem więc do niej pod umówionym adresem, z zapytaniem, czy zechce mnie przyjąć w poniedziałek o szóstej. Zgodziła się. Byłem w siódmem niebie. Pomimo wszystkich tajemnic, kochałem tę kobietę do szaleństwa. I pocóż los odkrył przede mną te tajemnice?
— A więc dowiedziałeś się prawdy?
— Tak mi się zdaje; sam zresztą osądzisz. W poniedziałek jadłem śniadanie z moim wujem. Gdy rozstałem się z nim o czwartej, chciałem załatwić pewną sprawę na Picadilly. Chcąc skrócić sobie drogę, poszedłem bocznemi małemi uliczkami. Naraz, zobaczyłem przed sobą lady Alroy. Szła bardzo prędko i była zawoalowana. Doszedłszy do jakiegoś domu, zatrzymała się, i otworzywszy drzwi kluczem, który miała przy sobie, weszła do wnętrza. — Tutaj kryje się ta tajemnica — pomyślałem. Przyspieszyłem kroku i zacząłem badać ów dom. Wyglądał, jak te wszystkie domy, gdzie wynajmują pojedyńcze pokoje. Na progu leżała chusteczka, którą lady Alroy upuściła. Podniosłem ją i schowałem do kieszeni. Następnie zacząłem się zastanawiać, co mam dalej czynić. Doszedłem do wniosku, że nie mam prawa jej szpiegować, i wróciłem do klubu. O szóstej poszedłem do niej. Przyjęła mnie półleżąc na kanapie, ubrana w suknię z srebrzystej tkaniny, wyglądała prześlicznie.
— Cieszę się, że pana widzę — rzekła na powitanie. — Cały dzień nie wychodziłam.
Patrzałem na nią zdumiony. Wkońcu, wyciągnąwszy chusteczkę z kieszeni, rzekłem spokojnie: