Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaproszony na obiad do pani de Rastail. Obiad był naznaczony na godzinę ósmą; ale o wpół do dziewiątej jeszcze czekaliśmy na kogoś w salonie. Nareszcie służący otworzył drzwi i zameldował lady Alroy. Była to ta kobieta, której szukałem. Powolnym krokiem weszła do salonu. W sukni ze srebrnych koronek wyglądała jak promień księżyca. Ku mojej wielkiej radości, ja miałem ją prowadzić do stołu. Kiedyśmy zasiedli już do obiadu, rozpocząłem rozmowę:
— Zdaje mi się, lady Alroy, że widziałem panią niedawno na Bond Street.
— Proszę, nie mów pan tak głośno, mogą nas usłyszeć
— Zbladła i rzekła przyciszonym głosem:

Przykro mi było, że tak niefortunny zrobiłem początek i zwróciłem rozmowę na teatr i ostatnie sztuki francuskie. Mówiła bardzo mało, i ciągle tym samym cichym, melodyjnym głosem, jak gdyby obawiając się, że ją ktoś podsłuchuje. Zakochałem się jak warjat, bez pamięci. A atmosfera jakiejś nieokreślonej tajemniczości, która ją otaczała, podniecała moją ciekawość. Gdy, wcześnie po obiedzie, miała już odejść, spytałem, czy mogę ją odwiedzić. Wahała się przez chwilę, rozglądając się, czy nikt nie znajduje się w blizkości, wkońcu odpowiedziała:
— Proszę; jutro o kwadrans przed piątą.
Po jej odejściu prosiłem panią de Rastail, aby mi udzieliła trochę informacji o niej. Dowiedziałem się jednak tylko, że jest wdową i właścicielką pięknej willi na Park Lane, gdyż jakiś nudziarz rozpoczął swe