Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wygląd człowieka stroskanego, zakłopotanego i jakgdyby wątpiącego o czemś. Przypuszczałem, że powodem tego wszystkiego musi być kobieta, więc spytałem, czy jest żonaty.
— Nie, zamało rozumiem kobiety — odpowiedział.
— Ależ, Geraldzie, — zawołałem — podług mnie, kobiety są stworzone na to, aby być kochane a nie rozumiane.
— Nie mogę kochać, gdy nie mogę wierzyć.
— Zdaje mi się, że masz jakąś tajemnicę w życiu, Geraldzie, opowiedz mi o tem.
— Przejdźmy się trochę; tu jest za dużo ludzi.
Po chwili siedzieliśmy w wynajętym powozie i jechaliśmy po bulwarze w stronę Madelaine’y.
— Dokąd chcesz jechać? — spytałem,
— Wszystko mi jedno, — odpowiedział, — Możemy pojechać do jakiejś restauracji w Lasku; zjemy tam obiad, i opowiesz mi trochę o sobie,
— Chciałbym najpierw o tobie słyszeć. Zaciekawia mnie twoja tajemnica.
Wyjął z kieszeni i podał mi safianowy, ze srebrnemi okuciami portfel. Otworzyłem go i wewnątrz zobaczyłem fotografję kobiety smukłej, drobnej, o dużych zamglonych oczach i rozpuszczonych włosach. Wyglądała jak jasnowidząca. Otulona była w kosztowne futro.
— Co myślisz o tej twarzy? — zapytał. — Czy jest to twarz wzbudzająca zaufanie?