Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w podłodze czworokątny otwór. Zbój Evans zaświecił zapałkę, zapalił ogarek świecy i znikł nam z oczu.
Przyszedł czas na nas. Holmes dał mi znak i zaczęliśmy się skradać do otworu. Mimo, że poruszaliśmy się bardzo ostrożnie, stara podłoga skrzypiała pod nogami. W otworze ukazała się nagle głowa Amerykanina, rozglądającego się niespokojnie dokoła. Na nasz widok twarz jego przybrała wyraz dzikiej wściekłości, ale pod wrażeniem dwóch, gotowych do strzałów rewolwerów, skurczyła się w bolesnym grymasie bezsiły.
— Trudno — powiedział z udanym spokojem. — Wziął mnie pan, panie Holmes. Przejrzał pan moją grę i wystrychnął mnie pan na dudka. Zwyciężył pan więc.
Zanim zdążyliśmy się spostrzec, błysnął rewolwer i rozległ się huk dwóch strzałów. Poczułem nagle oparzenie w okolicy uda, jakgdyby dotknięty rozpalonem żelazem. Później usłyszałem łoskot rewolweru Holmesa, spadającego na głowę Amerykanina. Wydało mi się jeszcze następnie, że widzę go wijącego się z bólu po podłodze z okrwawioną twarzą i, że widzę Holmesa przetrząsającego jego kieszenie. Wreszcie poczułem silne ramiona mego przyjaciela, który posadził mnie w fotelu.
— Co ci jest, Watsonie? Na litość Boską, jesteś raniony!
Warto nawet było odnieść ranę, aby poznać całą głębię przywiązania i miłości, która kryła się pod tem pozornie zimnem obliczem. Jasne, surowe oczy zasło-