Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Jasnem jest, że chciał, aby ten poczciwy staruszek wyjechał do Birmingham. Mógłbym go uprzedzić, że pojedzie do tego miasta napróżno, ale po namyśle postanowiłem dać sprawie dojrzeć. Niech jedzie. A jutro, Watsonie, zobaczymy, co z tego wyniknie.
Nazajutrz rano Holmes wstał bardzo wcześnie i odrazu się ulotnił. Kiedy wrócił na śniadanie, był niezwykle poważny.
— Sprawa jest grubsza, aniżeli przypuszczałem — powiedział. — Uważam za swój obowiązek uprzedzić cię, chociaż wiem, że będzie to raczej bodźcem dla takiego poszukiwacza przygód, jak ty. Czyha na nas niebezpieczeństwo, uprzedzam cię.
— Przecież nie poraz pierwszy narażamy się wspólnie Holmesie. Mam nadzieję, że nie poraz ostatni. Na czem polega niebezpieczeństwo?
— Mamy przed sobą niezwykle trudne zadanie. Stwierdziłem tożsamość Mr. John Garrideba, radcy prawnego. Jest to nikt inny, jak znany przestępca „Zbój“ Evans.
— Nic mi to jeszcze nie mówi.
— Odwiedziłem naszego przyjaciela Lestrade w prezydjum policji, w Scotland Yard’zie. Brak im tam czasami wyobraźni i intuicji, ale ich sumienność i porządek są bez zarzutu i nie mają sobie równych. Przyszło mi na myśl, że może mi się uda trafić na ślad tego Amerykanina w ich archiwach. Istotnie zauważyłem jego uśmiechniętą twarz w „galerji portretów