Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bez wątpienia, człowiekiem uczciwym i dzielnym, ale wolałem zapewnić sobie pańską pomoc.
— Dziękuję panu. Zrobił pan bardzo dobrze — odrzekł Holmes. — Czy pan naprawdę ma zamiar wejść w posiadanie tego majątku w Ameryce?
— Gdzietam, panie. Nic nie mogłoby mnie skłonić do porzucenia moich zbiorów. Ten pan zapewnił mnie jednak, że tamci dwaj spłacą mnie w gotówce. Mówił o pięciu miljonach dolarów.. Na rynku starożytności można nabyć obecnie z tuzin okazów, które wypełnią braki w moich zbiorach. Potrzeba mi kilkaset funtów do nabycia ich. Pomyśl pan, co możnaby było zrobić z pięciu miljonami dolarów. Powstałby u mnie nowy zaczątek narodowych zbiorów! Pomyśl pan!
Oczy jego zabłyszczały za wielkiemi okularami. Jasnem było, że p. N. Garrideb nie oszczędzi żadnych trudów dla znalezienia imiennika.
— Zjawiłem się jedynie poto, aby zapoznać się z panem, i nie widzę powodu dla przerwania pańskich studjów, — rozpoczął Holmes. — Wolę jednakże zawsze wejść w stosunki osobiste z tymi, z którymi łączą mnie sprawy. Zadam panu kilka zaledwie pytań, bo mam w kieszeni pańskie dokładne sprawozdanie, a poza tem trochę dodatkowych informacyj dał mi ten amerykański jegomość. O ile się nie mylę, dowiedział się pan o jego istnieniu dopiero w tym tygodniu?
— Tak jest. Zgłosił się do mnie w zeszły wtorek.
— Czy mówił panu o naszem dzisiejszem spotkaniu?