Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wiska. Pokusa jednak była tak wielka, że istotnie porzuciłem swoją praktykę adwokacką i puściłem się na poszukiwanie Garridebów. Nie znalazłem w Stanach Zjednoczonych ani jednego. Przejechałem wszystkie 48 Stanów, wszerz i wzdłuż, ale nie złapałem ani jednego Garrideba. Postanowiłem próbować szczęścia w starym kraju. Zrazu powiodło mi się, bo znalazłem to nazwisko w książce telefonicznej. Udałem się do abonenta telefonu i wyłożyłem o co chodzi. Niestety okazał się człowiekiem samotnym. Ma wprawdzie dalszą rodzinę, ale same kobiety, podczas kiedy testament wyraźnie wymaga obecności tego trzeciego Garrideba w osobie dorosłego mężczyzny. Muszę więc szukać dalej i chętnie skorzystam z pańskiej pomocy, naturalnie za odpowiedniem wynagrodzeniem.
— Widzisz, Watson — powiedział Holmes z uśmiechem, — sprawa jest trochę zawiła. Właściwą drogą byłoby umieszczenie ogłoszenia w jakiemś poczytnem piśmie.
— Zrobiłem to, panie Holmes, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
— No, no! Jest to naprawdę niezwkle ciekawe zagadnienie. Zajmę się niem w wolnych chwilach, Ale, ale... Powiada pan, że przyjeżdża pan z Topeki. Pisywałem do jednego z pańskich rodaków. Czy znał pan starego dr. Lysandra Starr, który był burmistrzem w 1890 roku? Biedaczysko umarł niedawno.
— Poczciwy stary Starr! — zawołał nasz gość. — Imię jego dotychczas wspominane jest z szacunkiem. Więc, panie Holmes, sądzę, że będziemy się nadal ko-