Strona:PL Nowele obce (antologia).djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dwoma gentlemanami. Po kiego licha wezwał on pomocy detektywa? Widziałem go dzisiaj rano, i odpowiedział mi o tym głupim kawale, który mi zrobił. I to mnie tu sprowadziło. Nie podoba mi się to wszystko.
— O panu nie było wcale mowy, Mr. Garrideb. Była to z jego strony zwykła gorliwość wygrania sprawy, która, o ile wiem, jest równie droga obydwu panom. Mr. Nathan Garrideb wiedział, że potrafię mu być pomocnym i naturalnie zwrócił się do mnie.
Gniewne oblicze naszego gościa stopniowo rozjaśniło się.
— A, to co innego — powiedział — kiedy odwiedziłem go dzisiaj rano i powiedział mi, że posłał po detektywa, zapytałem naturalnie o pański adres i przyszedłem do pana. Nie chcę, aby policja wtrącała się do spraw prywatnych. Ale jeżeli pan chce nam pomódz w znalezieniu tego trzeciego, to zgoda.
— Otóż to właśnie! — rzekł Holmes. — A teraz skoro pan już przyszedł do mnie, możemy otrzymać najlepsze sprawozdanie z ust pana. Mój przyjaciel nie zna żadnych szczegółów sprawy. Mr. Garrideb obdarzył mnie spojrzeniem niebardzo przyjaznem.
— Czy jest to konieczne, aby i on znał sprawę?
— Zazwyczaj pracujemy wspólnie.
— Dobrze więc, nie będę robił tajemnicy. Będę możliwie zwięzły. Gdyby pan znał Kansas, nie potrzewałbym mu tłumaczyć kim był Aleksander Hamilton Garrideb. Zrobił pieniądze na sprzedaży nieruchomości, potem na pszenicy w Chicago, i wydał je, ku-