Strona:PL Niemojewski Andrzej - Legendy.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Radni z powodu zaciekawienia zapomnieli całkiem o swem rozgoryczeniu. Tylko jeden Gamaljel nie stracił głowy; krzątał się, wchodził na dachy, zaczepiał oczekujących i szeptał:
— Marnotrawny syn wraca...
Przytem uśmiechał się szyderczo. Do innych zaś mówił:
— Prorok przychodzi do ojczyzny swojej!
Chodząc zaś między tłumami pospólstwa, na tłoczonego w uliczkach, ostrzegał w lewo i w prawo:
— Strzeżcie się jego spojrzenia, bo dziwne jest!
A potem, jakby na wytłómaczenie onych słów, podnosił oczy w górę i wzdychał:
— O biedny mój ojcze!...
Więc między tłumami poczęto szemrać:
— Ojca mu urzekł!
— Ojca mu zabił!
— Odwracajcie się, gdy będzie około was przechodził!
Powstały tu i ówdzie wołania:
— Rozejdźcie się, niech kroczy przez puste ulice!
Tłum się poruszył; dzieci poczęły krzyczeć i płakać. Wtem od bram dano znak machaniem rąk. Poszło po tłumie:
— Zbliża się już!
Tłum rzucił się natychmiast ku bramom, zapominając o wszelkich przestrogach.
Za murami rozległy się okrzyki, rosły i potężniały, zbliżały się, potem zawrzały w uliczkach,